Pamiętam dokładnie ten moment: siedzisz z łyżeczką w ręku, dziecko patrzy na Ciebie jak na kosmitę, a w głowie masz milion myśli. Czy to już? Czy ta konsystencja jest dobra? A co jeśli się zakrztusi? I jeszcze to uczucie, że cokolwiek wybierzesz - papkę, BLW, warzywo, owoc - ktoś w internecie powie, że robisz źle.
Jeśli właśnie jesteś na etapie pierwszego posiłku niemowlaka, to chcę Cię od razu uspokoić: nie musisz robić wszystkiego idealnie, bo rozszerzanie diety nie jest testem z „jedynej słusznej metody”. To proces, który ma swoje tempo i logikę. Największą ulgę daje moment, w którym przestajesz trzymać się mitów i „dobrych rad” i cieszysz się tym pierwszym posiłkiem dziecka. Zaczynasz rozumieć dwie rzeczy: konsystencje i ich stopniową progresję oraz to, że kolejność ma sens głównie wtedy, kiedy służy bezpieczeństwu i rozwojowi umiejętności jedzenia.
I tu dobra wiadomość: w tym, co najważniejsze, aktualne zalecenia są spójne. WHO w wytycznych dotyczących żywienia uzupełniającego (2023) podkreśla, że od około 6. miesiąca (z uwzględnieniem gotowości dziecka) wprowadza się pokarmy uzupełniające stopniowo, dbając o ich jakość i dopasowanie do rozwoju. ESPGHAN (stanowisko 2017) zwraca uwagę na znaczenie wczesnego uczenia się jedzenia o różnej strukturze. Z kolei polskie rekomendacje PTGHiŻD (2021) jasno mówią o potrzebie przechodzenia od pokarmów gładkich do bardziej wymagających tekstur w odpowiednim czasie.
W tym artykule nie tylko spojrzymy na aktualne zalecenia instytucji zdrowotnych, ale przyjrzymy się również praktyce. Podpowiem Ci, jak najprościej podejść do rozszerzania diety bez stresu i strachu. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu, znikną Twoje obawy, a w Twojej głowie zajaśnieje prosty plan działania.